Trudno oprzeć się wrażeniu, że świat, który jeszcze niedawno wydawał się w miarę przewidywalny, dziś funkcjonuje według zupełnie innych zasad. Nie chodzi o to, że stał się trudniejszy – świat zawsze taki był. Problem polega na tym, że zmieniły się reguły gry. To, co kiedyś było fundamentem (szacunek, odpowiedzialność, rozmowa) coraz częściej ustępuje miejsca chaosowi, emocjom i potrzebie natychmiastowej racji. Dla rodziców to szczególnie ważny moment. Bo choć możemy nie mieć wpływu na globalne procesy, mamy ogromny wpływ na to, co nasze dzieci uznają za „normalne”. A dziś normalność coraz częściej przybiera bardzo niepokojącą formę.
Kiedy nienormalność zaczyna wyglądać jak norma
Jednym z najbardziej niebezpiecznych zjawisk naszych czasów jest powolne oswajanie się z tym, co jeszcze niedawno było nie do zaakceptowania. Agresywny język, brak szacunku, skrajne opinie czy publiczne upokarzanie innych przestają szokować. Zaczynają być tłem codzienności. To nie dzieje się nagle. To proces. Granice przesuwają się centymetr po centymetrze. Aż w końcu znajdujemy się w miejscu, w którym rzeczy kiedyś uznawane za „nienormalne” stają się standardem. Dla dzieci to szczególnie mylące. One nie mają wcześniejszego punktu odniesienia. Nie wiedzą, że „kiedyś było inaczej”. Uczą się świata takim, jakim go widzą. Jeśli więc widzą chaos – uznają go za naturalny porządek rzeczy.

Hejt, konflikty i potrzeba racji – energia, którą tracimy
Współczesny świat komunikacji coraz częściej opiera się na emocjach, nie na zrozumieniu. Hejt stał się powszechny, ale warto jasno powiedzieć: mówi więcej o osobie, która go wypowiada, niż o tej, która go otrzymuje. To wyraz frustracji, bezsilności, czasem potrzeby bycia zauważonym. Podobnie wygląda kwestia konfliktów. Coraz rzadziej chodzi w nich o rozwiązanie problemu. Częściej o wygraną. O udowodnienie swojej racji. O postawienie na swoim. I tu pojawia się kluczowa refleksja: ile energii marnujemy na walkę, która niczego nie buduje? Ile relacji osłabiamy tylko dlatego, że ważniejsze było „mieć rację” niż „mieć relację”? Ta energia mogłaby zostać wykorzystana zupełnie inaczej ale dzisiaj czas nie daje miejsca na poprawę. Rozwiązaniem nie jest naprawiać tylko zmieniać.
Rywalizacja i iluzja ideału w świecie mediów społecznościowych
Żyjemy w kulturze porównywania. Kto ma lepsze życie, kto osiągnął więcej, kto wygląda lepiej, kto wychowuje „idealne” dzieci. Media społecznościowe dodatkowo wzmacniają ten trend, pokazując wyłącznie wycinek rzeczywistości – ten najładniejszy, najbardziej dopracowany, często nierealny i chociaż wiemy, że ideały nie istnieją, nadal często ich szukamy porównując się z nimi czyli ideałami które istnieją tylko na Insta. To bardzo prosta droga do frustracji, poczucia niedoskonałości, ciągłego napięcia ale też niskiego poczucia własnej wartości bo przecież definiujemy poczucie spełnienia od ilości wakacji na jakie wyjeżdżamy w roku. Do tego dochodzi rywalizacja, która często nie ma sensu. Ścigamy się w obszarach, które w dłuższej perspektywie nie mają znaczenia. Bo prawda jest prosta: nikt z nas nie zabierze ze sobą tego, co zgromadził, udowodnił czy „wygrał” za życia. Bynajmniej tego. Dzieci, które obserwują ten wyścig, uczą się, że wartość człowieka mierzy się osiągnięciami, wyglądem lub opinią innych. A to bardzo krucha i niebezpieczna definicja.

Dzieci uczą się świata, który im pokazujemy
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dzieci nie słuchają nas tak uważnie, jak nam się wydaje ale obserwują nas znacznie uważniej, niż przypuszczamy. Widzą, jak reagujemy na stres. Jak rozmawiamy z innymi ludźmi. Jak radzimy sobie z porażką. Jak traktujemy tych, którzy się z nami nie zgadzają. Jeśli widzą świat pełen napięcia, hejtu, rywalizacji i sztuczności to właśnie ten świat uznają za normę. I będą go odtwarzać. Dlatego nie wystarczy mówić dzieciom o wartościach. Trzeba je pokazywać w praktyce. W codziennych sytuacjach. W drobnych decyzjach. W sposobie, w jaki traktujemy innych ludzi. Być może świat rzeczywiście zgubił swoją mapę. Ale dzieci nie potrzebują idealnego świata, żeby wyrosnąć na mądrych ludzi. Potrzebują dorosłych, którzy mimo chaosu jaki fundują nam „rządzący” potrafią być dla nich kompasem.
I to jest rola, której nie da się zastąpić żadnym systemem, żadną szkołą i żadną technologią, nawet w tych super rozwiniętych czasach które doprowadziły nas do miejsca gdzie nienormalność stała się normalnością.
