Kapitan przez małe „k”. Co piątkowy wieczór reprezentacji Polski pokazał o przywództwie?

Nie będę się mądrzył, co trzeba zmienić w polskiej piłce bo Polska to kraj pełen ekspertów od kadry narodowej. Chcę napisać o czymś innym: o tym, że piątkowy wieczór reprezentacji Polski był smutnym widowiskiem nie tylko ze względu na wynik i styl gry.


Zanim wybrzmiał pierwszy gwizdek

Problem zaczął się jeszcze przed meczem. Kapitanowi reprezentacji Polski (którego zna każdy, kto choć trochę interesuje się piłką nożną) siłą perswazji prezes PZPN podstawił innego chłopca do wyprowadzenia drużyny, niż tego, z którym Lewandowski miał pierwotnie wyjść na murawę. Zobaczcie sami, jak to wyglądało.


A teraz zestawmy to z tym, jak w bardzo podobnej sytuacji zachował się kiedyś kapitan reprezentacji Szwecji, Zlatan Ibrahimović.


kapitan nie równa się KAPITAN

Wielkość liter ma znaczenie. Tak samo jak wielkość wypełnienia trybun, która to delikatnie mówiąc – pozostawiała wiele do życzenia. A przecież przez ostatnie lata mecze reprezentacji na Stadionie Narodowym to niemal zawsze przeciążone serwery przy zakupie biletów itd. Tym razem nie było żadnego przeciążenia – ani na trybunach, ani na murawie, bo to, co się działo na boisku, bardziej przypominało spotkanie, w którym zawodnicy byli zainteresowani, niż w które byli zaangażowani.


Wróćmy jednak do kapitana naszej reprezentacji, który podczas gry nie przypominał siebie. Jeśli obejrzycie jego wypowiedź po meczu, prawdopodobnie dojdziecie do tego samego wniosku co ja – po meczu też siebie nie przypominał. Nie widziałem tu lidera, nie widziałem tu kapitana tylko zawodnika który przyjechał zagrać w piłkę z kumplami mecz osiedlowy. W sumie fajnie było się spotkać. A wynik? Co tam wynik jeszcze wiele meczy będzie do rozegrania więc nie ma co przeginać przecież nie straciliśmy bramki. W sumie to tylko się cieszyć.


Na dokładkę, podczas pomeczowej konferencji, selekcjoner powiedział wprost: „Nie był to dobry mecz Roberta. W tym meczu mu się nie układało zbyt dobrze, dostosował się do reszty zespołu, bo pierwsza połowa po prostu była słaba”.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym zdaniu. Bo jeśli zespół gra kiepsko, to według mnie zadaniem lidera (w tym przypadku jednocześnie kapitana) nie jest dostosowanie się do słabego poziomu. Zadaniem lidera jest dać sygnał do zmiany gry, motywować, wykazać determinację, zarządzać zespołem i dążyć do wygranej. A nie – gdy wszyscy grają „piach” – z uśmiechem, całkiem beztrosko dołączyć do tego towarzystwa.

Sukcesy się liczą, ale opaska zobowiązuje.

W żadnym momencie nie umniejszam dorobku Lewandowskiego. To oczywiste, że najlepsze mecze w karierze ma już za sobą – co nie zmienia faktu, że wciąż jest bardzo ważnym elementem tej reprezentacji. Ale wszystkie piątkowe wydarzenia sprawiły, że całe środowisko związane z PZPN i reprezentacją stało się memem, jakim nie było od lat. Bywało już różnie, ale moim zdaniem kolejna granica tandety i miernoty została przekroczona.

Podsumowanie

Pocieszające jest to, że to tylko moja opinia, z którą nikt nie musi się zgadzać. Nie sądziłem jednak, że po ponad 25 latach kibicowania pierwszy raz nie będę chciał oglądać kolejnego meczu reprezentacji. Nawet przed telewizorem nie mam ochoty łączyć się z taką piłką.

Scroll to Top