Na treningu gra świetnie, a w meczu nie istnieje. Dlaczego?

Podczas treningu patrzysz na swoje dziecko i jesteś pełen podziwu. Próbuje dryblować, nie boi się pojedynków, szuka trudniejszych rozwiązań, strzela, jest… wszędzie! Czasami aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej miało problem z wykonaniem tego samego elementu. Widzisz rozwój, potencjał i przede wszystkim radość z tego, że jest na boisku.

A później przychodzi mecz – niemalże wszystko co przeczytałeś wyżej wygląda na odwrót. Dlaczego tak się dzieje i co możemy z tym (jako dorośli) zrobić, przybliżę Ci poniżej.


Mecz pokazuje znacznie więcej niż umiejętności

Trening jest miejscem, w którym dziecko ma prawo próbować. Straci piłkę? Nic wielkiego. Za chwilę dostanie następną. Nie uda się drybling? Będzie kolejna próba. Nie trafi w bramkę? Trener poprawi, a za kilka minut pojawi się następna okazja. Błąd jest częścią treningu, a dziecko bardzo często podświadomie wie, że jego konsekwencje są niewielkie.

Mecz zmienia tę sytuację. Nagle pojawia się: wynik, przeciwnik, czas, rywalizacja, trener, koledzy z zespołu, a co najważniejsze ale z premedytacją zostawiłem na koniec – RODZIC na trybunach. To, co podczas treningu często było zwykłą próbą, zaczyna mieć swoją wagę. Jeżeli dziecko ma już w głowie przekonanie, że powinno dobrze zagrać (bo przecież na treningu tak było), że nie może zawieść albo że jego występ będzie później oceniany, może zacząć zwracać większą uwagę nie na samą grę, ale na to, jak jest odbierane. I tutaj pojawia się bardzo ciekawy paradoks. Im bardziej chcemy, żeby dziecko pokazało podczas meczu to, co potrafi, tym bardziej możemy doprowadzić do sytuacji, w której zaczyna ono kontrolować każdą swoją decyzję. Zawodnik, który podczas treningu bez zastanowienia podejmuje pojedynek, w meczu zaczyna kalkulować i to nie dlatego, że nagle zapomniał, jak dryblować, tylko pojawiła się myśl o tym, co będzie, jeżeli straci piłkę a co za tym idzie – jak zostanie oceniony.


Być może za bardzo skupiliśmy się na tym, żeby dziecko było coraz lepsze

I tutaj dochodzimy do miejsca, które moim zdaniem jest jeszcze ważniejsze niż sama psychologia meczu. Jako rodzice dla swoich dzieci chcemy dobrze. Dobrze to jednak nie zawsze oznacza, że najlepiej. Chcemy znaleźć dobrego trenera bo ponoć w okolicy jest jeszcze lepszy. Chcemy zapewnić dziecku odpowiednie warunki bo może tam mają jednego sponsora więcej. Chcemy, żeby trenowało z lepszymi zawodnikami, rozwijało swoje możliwości i nie zmarnowało talentu. Jeżeli słyszymy, że gdzieś jest „lepsza” akademia, zaczynamy się zastanawiać, czy nasze dziecko również nie powinno tam trafić. I wszystko to na „pierwszy rzut oka” brzmi rozsądnie, tylko że czasami w tej całej trosce o rozwój gubimy coś podstawowego.

Dziecko zaczęło grać w piłkę dlatego, że chciało grać w piłkę.

Nie dlatego, że w wieku kilku lat miało przygotowany plan kariery. Nie dlatego, że wiedziało, która akademia jest najlepsza. Nie dlatego, że interesowały je rankingi i selekcje. Najpierw była piłka, koledzy, boisko i przyjemność z tego, że można zrobić coś z piłką, czego jeszcze niedawno nie potrafiło, dopiero później pojawiliśmy się my, dorośli, z naszymi celami, oczekiwaniami i przekonaniem, że skoro dziecko ma potencjał, to trzeba zrobić wszystko, żeby go wykorzystać. I być może właśnie tutaj zaczyna się problem, bo marzeniem dziecka było zostać piłkarzem i patrząc na profesjonalizację Akademii jest nim już dziś.



Większa akademia nie zawsze oznacza lepszą akademię dla Twojego dziecka

Współczesna piłka młodzieżowa bardzo łatwo wciąga rodziców w myślenie, że rozwój jest czymś, co można mierzyć poziomem akademii. Im większa, bardziej znana i bardziej selekcyjna, tym lepiej. Jeżeli dziecko dostało się do miejsca, do którego trudno się dostać, jesteśmy dumni. Jeżeli gra w akademii z dużą renomą, czujemy, że jest na właściwej drodze.

Tylko czy rzeczywiście?

Przecież akademia jest środowiskiem, a nie celem samym w sobie. To, że jest znakomita dla jednego zawodnika, nie oznacza automatycznie, że będzie znakomita dla drugiego. Jeden chłopak może potrzebować bardzo mocnej rywalizacji, bo właśnie ona go napędza. Inny może potrzebować trochę więcej zaufania, czasu na popełnianie błędów i poczucia, że trener widzi w nim coś więcej niż tylko miejsce w tabeli selekcyjnej. Może się więc okazać, że mniejsza akademia, która nie ma najwyższej renomy, daje konkretnemu dziecku znacznie lepsze warunki do rozwoju niż jakakolwiek inna, dlatego nie zawsze musi być PRO, żeby było wystarczająco dobrze.

Selekcja może rozwijać, ale może też pogrążyć

Nie jestem przeciwnikiem selekcji. Sport bez rywalizacji przestałby być sportem, a młody zawodnik powinien nauczyć się, że nie zawsze będzie najlepszy. Powinien doświadczyć porażki, powinien czasami usłyszeć, że musi nad czymś pracować, powinien zobaczyć, że ktoś jest od niego lepszy i to wszystko może być niezwykle rozwijające.

Właśnie – może ale nie musi. Problem pojawia się wtedy, kiedy dziecko zaczyna funkcjonować w środowisku, w którym każdy błąd odbierany jest jako zagrożenie. Jeżeli zawodnik ma poczucie, że musi cały czas udowadniać swoją wartość bo za jego plecami są kolejni, którzy czekają na jego miejsce, naturalną reakcją może być coraz większa ostrożność, więc może powinniśmy najpierw zastanowić się, czy środowisko, w którym funkcjonuje, daje mu wystarczająco dużo przestrzeni, żeby tej pewności w ogóle nabrać.

Czy dziecko gra w piłkę dla siebie, czy trochę dla nas?

To jest chyba najtrudniejsze pytanie, jakie możemy sobie zadać jako rodzice.

Wyobraź sobie, że zabieramy z piłki wszystko, co związane z oceną. Nie ma selekcji, nie ma rankingu, nie ma nazw akademii, nie ma rodziców na trybunach, nie ma pytania o wynik, nie ma porównywania z kolegami. Zostaje tylko dziecko i piłka.

Czy nadal chciałoby grać?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, mamy coś niezwykle cennego. Mamy wewnętrzną motywację, czyli coś, co sprawia, że dziecko chce robić daną rzecz dlatego, że sama ta czynność daje mu satysfakcję. To właśnie taka motywacja pozwala przetrwać trudniejsze momenty, bo kiedy przychodzi porażka, dziecko nie traci całego sensu tego, co robi.

Jeżeli natomiast coraz częściej okazuje się, że radość pojawia się głównie wtedy, kiedy dziecko zostanie pochwalone, strzeli gola, zagra w pierwszym składzie albo usłyszy, że trener jest z niego zadowolony, warto się zatrzymać, bo bardzo łatwo zbudować sytuację, w której dziecko nie gra już dlatego, że kocha piłkę tylko dlatego, że wie, że my kochamy jego sukcesy w piłce.

A to nie jest to samo.


Największym zagrożeniem nie jest to, że dziecko nie zostanie profesjonalnym piłkarzem

Myślę, że w całej dyskusji o akademiach, selekcji, treningach i rozwoju młodych zawodników często gubimy właściwą perspektywę. Większość dzieci, które dzisiaj trenują piłkę, nie zostanie zawodowymi piłkarzami. I to nie jest żadna tragedia a bardzo duża szansa, ponieważ sport kształtuje wartości i uczy: współpracy, odpowiedzialności, radzenia sobie z porażką, konsekwencji, pracy nad sobą, relacji z innymi ludźmi ale buduje też przyjaźnie, wspomnienia i przede wszystkim daje radość z gry w piłkę. Dlatego większym problemem niż to, że dziecko nie trafi kiedyś do profesjonalnego klubu, może być sytuacja, w której w wieku trzynastu czy czternastu lat przestanie w ogóle chcieć grać, bo po kilku latach ciągłej selekcji, porównywania i oceniania może dojść do wniosku, że piłka nie jest już miejscem, w którym czuje radość. Stała się kolejnym obszarem, w którym musi coś udowadniać, a przecież wszystko zaczęło się od tego, że kopało z Tobą piłkę w ogrodzie gdzie bramką był trzepak na dywan.



Może więc zanim zmienimy akademię, powinniśmy zmienić pytanie

Kiedy dziecko świetnie gra na treningu, a podczas meczu nie pokazuje swoich możliwości, pierwsze pytanie często brzmi: „Co z nim jest nie tak?”. Może warto zadać inne.

Co dzieje się wokół niego, że na treningu widać swobodę, a podczas meczu strach?


Może problemem jest reakcja trenera. Może presja wyniku. Może sposób, w jaki rozmawiamy z dzieckiem przed meczem. Może nasze zachowanie po meczu. Może porównywanie z innymi. Może zbyt duża selekcja. Może środowisko, w którym dziecko cały czas czuje, że musi udowadniać, że zasługuje na swoje miejsce. A może po prostu zapomnieliśmy, że dziecko potrzebuje również przestrzeni, w której może być dzieckiem.

Właśnie dlatego zanim zdecydujemy się na kolejną akademię, warto przyjrzeć się temu, co jest najbardziej podstawowe.

Czy dziecko nadal czeka na trening?

Czy po meczu chce rozmawiać o tym, co wydarzyło się na boisku?

Czy potrafi popełnić błąd i następnego dnia nadal mieć ochotę grać?

Czy kiedy nikt nie patrzy, nadal bierze piłkę i wychodzi na boisko? Bo może właśnie tam znajduje się odpowiedź.

Podsumowanie

Nie wiem, czy większa akademia zawsze oznacza lepszy rozwój. Wiem natomiast, że większa akademia nie zawsze oznacza lepszą akademię dla konkretnego dziecka. Tak samo większa selekcja nie zawsze oznacza większą szansę na rozwój, a większa presja nie zawsze prowadzi do większej odporności psychicznej. Czasami dziecko potrzebuje mocniejszego środowiska. Czasami potrzebuje właśnie tego, żeby ktoś podniósł mu poprzeczkę i zmusił do wyjścia poza własną strefę komfortu. Ale czasami potrzebuje czegoś zupełnie innego – rodzica który będzie w nim widział młodego człowieka (który też może być zmęczony) a nie młodego piłkarza którym przecież nie będzie jeśli nie poprawi swojej gry. A jeśli nie poprawi to co? Nic, więc nie buduj w nim strachu, że Wasze życie zależy od tego jak dobrze będzie sobie radził bo Ty też chciałaś czy chciałeś będąc w jego wieku zajmować się w życiu czymś zupełnie innym niż robisz dzisiaj.

Scroll to Top