Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Dziecko trenuje, rusza się, wraca zmęczone, je obiad, czasem coś przed treningiem, czasem coś po. W wielu domach nie ma poczucia, że w obszarze odżywiania dzieje się coś, co może realnie wpływać na poziom gry, a jednak przychodzi moment, w którym zaczynasz widzieć różnicę. Nie w teorii tylko w praktyce. Jedno dziecko biega do końca, inne gaśnie w drugiej połowie. Jedno podejmuje decyzje szybko, inne zaczyna się spóźniać. I bardzo łatwo przypisać to predyspozycjom albo charakterowi, jednak w wielu przypadkach to nie jest ani jedno, ani drugie. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta – w tym przypadku zwycięzcą jest energia. Czytając dalej dowiesz się jak wielkie znaczenie mają na pozór drobne szczegóły.
Pomijanie jedzenia przed treningiem lub meczem
To jeden z tych momentów, które wydają się niewinne. Dziecko mówi, że nie jest głodne, a Ty nie widzisz w tym problemu. W efekcie wychodzi na trening praktycznie „na pusto” i jeśli przed wysiłkiem nie dostarczy organizmowi energii, to może okazać się, że już w trakcie rozgrywki po prostu jej zabraknie. Nie od razu, nie dramatycznie ale dokładnie wtedy, kiedy można zrobić największą różnicę czyli np. pod koniec meczu.
Jak to zmienić?! Jeśli do treningu pozostało około godziny proponuję coś lekkiego, co jednocześnie realnie podniesie energię. Może to być jogurt naturalny z bananem i łyżką miodu. Może to być mała owsianka na mleku z owocami. Może to być zwykła kanapka z masłem orzechowym i bananem. Jeśli czasu do meczu jest jeszcze mniej, sprawa jest jeszcze mniej skomplikowana: banan, garść rodzynek i tyle samo orzechów włoskich i mamy to! W takiej chwili nie chodzi o „idealny posiłek”. Chodzi o to, żeby dziecko nie wychodziło na trening bez paliwa. To jedna z najprostszych zmian, która daje najszybszy efekt.
Przypadkowe jedzenie po wysiłku zamiast regeneracji
Po treningu bardzo często pojawia się schemat „coś na szybko”. Baton, drożdżówka, czasem fast food. To działa emocjonalnie – dziecko jest zmęczone, chce coś przyjemnego i to jest ok, że pizza zagości w ramach posiłku po turnieju który kosztował sporo energii, jednak wszystko to pod jedyny warunkiem: będzie to praktyka „raz na jakiś czas” a żeby określić to czasowo to raz na 3 tygodnie a nie 3 razy w tygodniu.
Ustalmy jeszcze pewną bardzo ważną kwestię. Po treningu, meczu czy turnieju organizm Twojego dziecka potrzebuje czegoś bardzo konkretnego: odbudowy i regeneracji, którą zapewni bardziej wartościowy posiłek niż frytki. Co mam na myśli?!
- kanapka z jajkiem i warzywami;
- jogurt naturalny z owocami i garścią orzechów;
- naleśniki z twarogiem i jogurtem;
- ryż z kurczakiem i prostym dodatkiem warzyw;
- płatki owsiane górskie, masło orzechowe i… mleko!
W pewnym badaniu porównano 13 napojów w tym m.in.: wodę niegazowaną i gazowaną, coca-colę, colę zero, sok pomarańczowy, gorącą czarną herbatę, oraz bohatera tego fragmentu: mleko pełnotłuste (3,6%) oraz mleko odtłuszczone (0,1%). W wyniku badań okazało się, że po dwóch godzinach od spożycia WYŻSZY OD WODY niegazowanej wskaźnik nawodnienia miało… tak jest! Mleko! Sam zobacz:

Dodatkowo zdaje się, że temat ten może potwierdzić np. Erling Haaland, który po meczach/treningach bardzo chętnie sięga po ten biały w kolorze płyn.

Chaos zamiast prostego systemu
Wiesz co sprawia, że wiele diet przestaje być prowadzonych? Ich zbyt duża różnorodność co zostało potwierdzone podczas jednego z niedawno przeprowadzonych badań: American Psychology Association wyjaśnia, że ukrytą zmienną w wielu nieudanych dietach jest zmęczenie decyzyjne!
Myślę, że to jednoznacznie daje potwierdzenie i sygnał, że problem nie polega na tym, że coś jest idealne albo nie tylko problem często polega na braku powtarzalności.
Organizm każdego z nas w tym oczywiście też dzieci działa dużo lepiej, kiedy wie, czego się spodziewać i kiedy ma pewien zachowany rytm odżywiania. Wystarczy prosty schemat, który jesteś w stanie utrzymać.
Śniadanie – zawsze coś konkretnego, nie tylko „cokolwiek”.
Obiad – normalny posiłek, nie przekąska.
Kolacja – nie pomijana.
Do tego stałe elementy wokół treningu o których napisałem wyżej.
Dieta „jak dla każdego dziecka”
To jest moment, który bardzo często umyka. Dziecko trenujące piłkę ma inne potrzeby niż dziecko, które tej aktywności nie ma, a mimo to bardzo często je dokładnie tak samo.
W praktyce oznacza to za mało energii w ciągu dnia albo złe jej rozłożenie i finalnie brak paliwa potrzebnego do wysiłku podczas meczu. I znowu – nie chodzi o skomplikowane zmiany ale proste wzmocnienie tego, co już często dosyć dobrze funkcjonuje. Do śniadania – dodajesz składnik który doda więcej energii. Owsianka zamiast samej kanapki. Jajka zamiast słodkiej bułki. Na obiad – upewniasz się, że jest to konkretny pełnowartościowy posiłek, a nie tylko symboliczna porcja. Tak samo na kolację: tosty z awokado albo twarogiem z rzodkiewką, ogórkiem czy pomidorem będą świetne!

Czasami wystarczy dodać jeden element, żeby całość zaczęła działać inaczej.
Podsumowanie
W sporcie dzieci bardzo łatwo skupić się na tym, co widać najbardziej – na treningu, wynikach, tym, czy dziecko „daje radę” albo „odstaje”. To są rzeczy, które przyciągają uwagę, bo są widoczne od razu i dają szybkie odpowiedzi. Dużo trudniej zauważyć to, co dzieje się wcześniej, w ciągu dnia, w zwykłych momentach, które nie wydają się mieć znaczenia. A to właśnie tam bardzo często zaczyna się to, co później widzisz na boisku.
Dziecko nie gra tylko umiejętnościami. Gra tym, ile ma energii, jak funkcjonuje jego koncentracja i na ile organizm jest przygotowany do wysiłku w danym momencie. Jeśli tych podstaw brakuje, nawet duże zaangażowanie nie wystarczy, żeby pokazać realny poziom. Wtedy bardzo łatwo wyciągnąć błędne wnioski – o braku talentu, o braku charakteru, o tym, że „inne dzieci są po prostu lepsze”.
Dlatego zanim zaczniesz szukać problemu dalej, warto na chwilę cofnąć się o krok i przyjrzeć się rzeczom, które są najprostsze, ale jednocześnie mają bardzo duży wpływ. Temu, co dziecko je przed treningiem, co po wysiłku, ile pije i czy w tym wszystkim jest jakakolwiek powtarzalność, bo w wielu przypadkach to nie zmiana treningu robi największą różnicę, tylko uporządkowanie podstaw, które do tej pory były przypadkowe.